INFORMACJE O BLOGU

"Magnum in parvo"

Eastleigh

Vanarama National League North/South

Anglia, 2009/2010

Ten manifest użytkownika rakowiec89 przeczytało już 390 czytelników!
Łącznie swój komentarz zostawiło 0 z nich.

MÓJ BLOG

 

[Poprzedni odcinek]

 

 

 

Poniedziałek, 29 Czerwiec 2009r.,

Już od samego rana, w klubie słychac było niesamowite podniecenie faktem, iż już wieczorem zagramy inaugurujący mecz kontrolny z zespołem Crystal Palace.

Piłkarze, chociaż byli zmęczeni moimi treningami przygotowawczymi, dziś tak jakby zapomnieli o wszystkich "interwałach", u wszystkich zawodników na ustach gościł usmiech. Nie ukrywam, też byłem przejety, wszakże to był mój debiut w roli menadżera Eastleigh.

Czas operacyjny: 19:45; Data: 29 Czerwiec 2009r.

No i zaczynamy! Zobaczymy na co stać moich graczy w konfrontacji z wyżej notowanym zespołem. Wychodzimy w następującym składzie:

 

Postanowiłem zagrać klasycznym 4-4-2. Zagramy po "chłopsku", czyli długa piłka do silnych napastników, którzy siłowo powinni poradzić sobie z zawodnikami Palace. Na uwagę zasługuje fakt, że ze starego składu ostało sie tylko 2 piłkarzy: Anthony Riviere i Jamie Brown, którzy zagrają odpowiednio jako rozgrywający i środkowy napastnik.

Pierwsze minuty napawają optymizmem. Gramy ładnie, składnie i staramy się być jak najczęściej przy piłce. Bardzo dużo zależy od bocznych obrońców, którzy mają najwięcej kontaktów z piłką, są cały czas pod grą. Niestety, Crystal Palace nic nie robi sobie z naszych podchodów pod ich bramkę i aplikuje nam pierwszego gola, a strzelcem "siaty" jest Stern John. Druga połowa to zdecydowana dominacja przeciwników, którzy w 64 minucie za sprawą Alan'a Lee zdołali udokumentować to umieszczeniem piłki za linię prowadzoną od lewego do prawego słupka. W ostatnich minutach 15 minutach, groznym strzałem popisał się Peter Adeniyi, ale była to jedyna akcja, na jaką było stać moich zawodników w drugiej połowie. Pierwszy mecz, niestety, 2:0 do tyłu.

Statystyki i oceny meczowe:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wiedziałem, że czeka nas sporo pracy, aczkolwiek niektóre fragmenty meczu pozwalały patrzeć w przyszłość przez różowe okulary. Najbardziej zadowolony byłem z postawy Danny'ego Jackson'a, który spośród wszystkich piłkarzy mojego zespołu wyróżnił się najwyższą notą. Znów aktualna stała się maksyma, że "dobry piłkarz zagra dobrze, nawet jak grałby bez butów". Co do samych statystyk, oddaliśmy mało strzałów, co martwiło mnie najbardziej.

 

Dwa dni pozniej nasz klub opuścili tacy gracze jak - Tom Jordan, który zasilił szeregi Llanelli AFC, gdzie wcześniej przeniósł się Andy Forbes. Na tym pierwszym zrobiliśmy świetny interes sprzedając go za 35 tys.zł. Jak na jego umiejętności to kwota godna podziwu. Następny zawodnik żegnający się z Silverlake to Steve Clark, który od teraz będzie reprezentował barwy walijskiego TNS Oswestry. Dostalismy za niego 5 tys.zł, z czego nieszczególnie byłem kontent, ponieważ żądałem zdecydowanie więcej, ale "jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co sie ma".

Po przegranej w pierwszym sparingu zastanawiałem się, jak podejść do następnego. Tutaj naszym rywalem miał być Sutton United, którego pod względem umiejętności biliśmy na głowę. Nie chciałem, z poprzedniego spotkania, wyciągać zbyt daleko idących wniosków, toteż do meczu kontrolnego oznaczonego numerem dwa wyszliśmy z niezmienionym pomysłem taktycznym. Myslę, nawet, że błędem byłoby zmienianie czegoś, co tak naprawdę, na tym etapie przygotowań, nie miało prawa działać jak należy. 

W tym spotkaniu, postanowiłem dać szansę pokazania sie czterem nowym piłkarzom, którzy w poprzednim sparingu nie wybiegli od początku gry. Byli to odpowiednio - Artur Janus, Warren Goodhind, Tony Taggart i Artur Bartkowiak. Zastąpili oni kolejno - Danny'ego Jackson'a, Bartosza Grabowskiego, Sean'a Doherty'ego i Piotrka Ścieburę, z tym, że Anthony Riviere został przeniesiony na prawą pomoc, a do środka trafił Bartkowiak. Ustawienie Riviere'e na skrzydło było celowe - po konsultacjach z trenerami, doszedłem do wniosku, że mamy w tej chwili trzech prawych pomocników i ktoś musiał "odpaść", aby nie obciążać budżetu płacowego, który i tak był już mocno "nadszarpnięty". Wybór padł na Riviere'e, za którego mogliśmy uzyskać najwięcej pieniędzy. Zagrał, bo musiał się pokazać menadżerom innych zespołów.

Samo spotkanie nie było zbyt porywające, na nasze nieszczęście, tylko zremisowaliśmy ten mecz 1:1. Po takim spotkaniu mogli cieszyć sie tylko zawodnicy Sutton United, którzy pokazali "lwi pazur" i nie dali zaskoczyć się lepszemu zespołowi, jak przed meczem twierdziło, na temat mojego "teamu", wielu opiniotwórczych ludzi.

Jedynym naszym celem, który udało się zrealizować na ten mecz, to poprawna gra Anthony'ego Riviere, którego wytransferowaliśmy za 10 tys.zł. do Ebbsfleet United. Kupił go zespół z wyższej ligi i tutaj zacząłem rozważać, czy dobrze zrobiłem sprzedając Anglika. Na to odpowiedz da liga, która zgodnie z planem miała rozpocząć się dokładnie za miesiąc, 08.08.2009r.

Jako, że miałem 30 dni na to, aby wykrystalizowała się pierwsza jedenastka, jak również poprawił sie nasz styl gry, postanowiłem bezzwłocznie poszukać uzupełnień do naszej kadry. "Wykombinowałem", ze potrzebujemy ofensywnego środkowego pomocnika i napastnika, ponieważ to co wyprawiali moi gracze z przodu w minionych meczach to był dramat.

W między czasie, dalej ogrywałem zespół i szukałem "złotego" składu. Zagralismy z Dartford, którego pokonalismy w stosunku 3:1. Wynik był lepszy, niz gra, ale na pochwałę zasłuzył Wojtek Olszowiak, który zaliczył "hattricka". Strzelał w 30, 49 i 65 minucie meczu. Goście odpowiedzieli trafieniem Eddie'ego McClements'a z 59 minuty przy stanie 2:0 dla naszej "ekipy". Następnie, na swojej drodze spotkalismy Gleen Hoddle Academy. W tym meczu pokazalismy futbol "totalny" wygrywając 6:1. Najbardziej cieszyło mnie, nawet nie to, że wszyscy napastnicy strzelili przynajmniej jedną bramkę, czyli powoli odblokowywali się, ale to, że stworzylismy sześć stuprocentowych sytuacji. Wszystkich nie wykorzystaliśmy, ale to daje znak, że moglismy, a nawet powinniśmy wygrać okazalej. Po tym meczu, gra piłkarzy formacji ofensywnych naszego klubu tchnęła we mnie troche optymizmu. Poważnie zastanawiałem się, czy naprawdę potrzebny jest nam nastepny gracz pierwszej linii, jak w obwodzie mielismy jeszcze młodego, nieokrzesanego Frank'a Soar'a. W tamtym momencie skupiłem się, bardziej, na zapewnieniu nam dobrego środkowego pomocnika, który miał być alternatywą dla Petera Adeniyi'ego w razie jakichkolwiek kontuzji.

Po ostatnim wygranym sparingu, zaczynalismy serię meczów wyjazdowych, które miały dać odpowiedz, czy mój optymizm można poprzeć czymś konstruktywnym. Niestety, pierwszy mecz kontrolny poza "domem" nie był dla nas szczególnie udany. Dobijał mnie fakt, że graliśmy z "wielką potęgą" wyspiarskiej piłki, z Bishop's Cleeve. Kim oni są, ja sie pytam? I dlaczego do przerwy prowadzili z nami 2:0? Jednak, po zmianie stron za sprawą Piotra Giela(78 min.,83 min.) doprowadzilismy do remisu, który jak można się domyślać, szczytem moich marzeń nie był. To było jak "chcieć wejść na Rysy, a zaliczyć tylko Gubałówkę". Byłem zażenowany.

 

Następnie, podejmowaliśmy, bliżej nieokreślony, Concord Rangers. Na poczatku myslałem, że sponsorem tego zespołu jest firma, która produkuje samoloty, ale pomyliłem się. Mecz z "latającymi maszynami" wygrałem 4:1. Szansę pokazania w tym meczu miał Frank Soar, nasz najzdolniejszy młodzieżowiec. Niestety pod koniec spotkania doznał urazu i jak pózniej się okazało, musiał pauzowac, aż trzy tygodnie. Świetne spotkanie rozegrał, ponownie, Piotr Giel, który z pojedynku na pojedynek pokazywał, że dokonałem własciwego wyboru, ściągając tego "striker'a". W polskiej lidze marnowałby swój nieopierzony talent, a tak chociaż pozwiedza trochę Anglii i pozna historię tego pięknego kraju. Na każdy wyjazd zapewniałem suchy prowiant, to głodny też nie będzie chodził. A w Polsce "bida z nędzą". Jak trafiłby na Edwarda Lorensa, to ten, zapewne, po kilku dobrych występach zwróciłby się do niego mniej/więcej w taki sposób "No Synku, dobry mecz, oby tak dalej, ale wydaje mi się, że jesteś lekko "chory", więc daj zagrać Gruzinowi z noga w gipsie. On jeszcze nie pokazał pełni swojego potencjału, a Ty już lepiej grac nie będziesz." Chłopak miał szczęście, że trafił na mnie, ale i ja miałem fuks, że nawinął sie pod moje skrzydła.

 

Ostatnia "wycieczka" wyjazdowa z cyklu "Podróże z Eastleigh - kształcą" odbyła się do Guiseley, gdzie drużyna o takiej samej nazwie jak miasto, rozgrywa swoje spotkania. Z konfrontacji wyszlismy, podobnie jak cztery dni temu, z tarczą. Tym razem, w naszym obozie najlepiej spisał się Wojciech Olszowiak, zastępując od pierwszego gwizdka strzelca dwóch bramek w poprzednim pojedynku z "maszynami", który w tym spotkaniu nie wystapił, ponieważ wiedziałem już, na co stać Piotra, więc dałem odpocząć mu przed ostatnim sparingiem z Southampton, który wieńczył nasz okres przygotowawczy. Pózniej następowały obiecane na poczatku przygody z Silverlake 7-dniowe wakacje z rodziną, a nastepnie mielismy łoic skórę każdemu, kto ośmieli sie wejść nam na drogę w lidze, czyli rozpocznie się tak długo oczekiwany przez wszystkich "sezon na leszcza". Wracając do najlepszego zawodnika meczu z Guiseley, pozazdrościł on chyba bramek Gielowi i sam "ukąsił" dwa razy.

 

Czas operacyjny: 15:00 Data: 27.07.2009r.

Byliśmy około 30-stu dni po rozegraniu pierwszego meczu kontrolnego z Crystal Palace. Tamtego spotkania nie mozna zaliczyć do udanych, ale bylismy wogóle na innym etapie przygotowań, tak naprawdę wchodzilismy w rytm sparingowy.   W tej chwili, wiem, co moga zagrać moi piłkarze, chociaż zastanawiał mnie fakt, jak poradzą sobie z wyżej notowanym rywalem. Dla mnie, a także dla "kopaczy" była to wielka niewiadoma, wszakże zwycięstwa w takich meczach, jak np. z Concord Rangers nie upoważniały nas, aby naszą formę traktować w stu procentach serio. Mecz z klubem Marka Saganowskiego miał pokazać nam w jakim miejscu aktualnie jesteśmy, czy przejawiamy należyte przygotowanie do sezonu. W meczu tym mieli wybiec zawodnicy, którzy aktualnie prezentują najlepszą formę. Ta jedenastka, jeżeli nikt nie dozna urazu, wybiegnie w konfrontacji przeciwko Braintree na Silverlake, ponieważ własnie tam rozpoczynamy swoją przygodę ze zmaganiami szóstej ligi angielskiej.

 

Mecz rozpoczeliśmy w takim składzie: 

 

 

Wychodzimy prostym 4-4-2, w porównaniu z ostatnimi grami kontrolnymi, nikogo nie powinien dziwić fakt, że bramkę będzie dziś okupował Steve Arnold. Zdecydowanie wygrał rywalizację z bardziej doświadczonym Jason'em Matthews'em, za co mu serdecznie gratuluje. Na starcie przygody z klubem wyrokowałem, że młodzian być może okaże się na tyle silnym psychicznie zawodnikiem, że wygryzie "starego" z bramki. Moje przewidywania sprawdziły się co do joty. Na środku obrony "tytanowa" para Sobieraj - Jackson. Mam pełne zaufanie do tych graczy. Boki obrony, też nie powinny dziwić, ponieważ po przyjściu tej dwójki - Trevor Challis i Warren Goodhind okazali sie tylko solidnymi zmiennikami. Na lewej pomocy, od początku, dałem szanse Tony'emu Taggart'owi, który nieznacznie wygrywał rywalizację z Sean'em Doherty'm. Tak naprawdę, to tutaj miałem największy dylemat na kogo postawić. Na prawej pomocy Shaun McAuley. Była to najwieksza niespodzianka w składzie, ponieważ w przedmeczowych zapowiedziach to Piotr Ściebura był anonsowany jako gracz pierwszej jedenastki. W ataku duet "super-snajperów" Olszowiak i Giel, którzy strzelili najwięcej bramek w sparingach, więc obecnośc tej dwójki chyba nikogo nie powinna dziwić.

 

Pierwszy gwizdek sędziego. Jesteśmy spięci, ograniczamy się jedynie do ekspediowania piłek poza nasze pole karne. Southampton urząda sobie piknik przed naszą szesnastką, jednak nie potrafią przebić się przez szczelny mur, który stworzyli nasi stoperzy, wspomagani przez prawie cały zespół. Jedynie osamotniony Piotr Giel "miota" się gdzieś w okolicach środkowej części boiska. Nasze starania były skuteczne tylko do 11 minuty meczu, w której to popularny "Sagan" zaaplikował nam pierwszego gola. W chwili strzelenia pierwszej bramki zacząłem patrzeć, na to co się dzieje, z pewnym dystansem. Chciałem uniknąć blamażu, ponieważ na to sie zanosiło. Nic w grze moich podopiecznych nie wskazywało na to, że mogą zacząć powoli odwracać losy spotkania. Do 23 minuty spotkania Southampton wykonywało dwa rzuty wolne, ale po żadnym z nich nie stworzyli jakiegokolwiek zagrożenia. Po upłynięciu tychże minut, po raz pierwszy zagralismy kombinacyjnie. Po podaniu McAuley'a, który "uruchomił" Olszowiaka, ten ostatni znalazł sie w polu karnym przeciwnika i przytomnym podaniem wyłozył piłkę nadbiegającemu prowodyrowi akcji. McAuley kąśliwym strzałem huknął w poprzeczkę, a bramkarz "Świętych" odprowadził piłkę tylko wzrokiem. Na Silverlake powiało optymizmem na korzystny wynik dla gospodarzy, a oni sami juz do końca pierwszej części meczu nie zdejmowali "nogi z gazu" stwarzając sobie coraz to dogodniejsze sytuacje do strzelenia wyrównującej bramki. Druga połowa zaczęła się podobnie jak poprzednia, gdzie Southampton coraz mocniej naciskało na "gardło" Eastleigh. Pózniej goście spuścili z tonu dając więcej pola do popisu naszym "grajkom". W ciagu 15 minut Eastleigh całkowicie zdominowało środek pola, zwłaszcza dzięki postawie Łukasza Paulewicza, przenosząc ciężar rozgrywki na połowę przeciwnika. W nastepnych momentach gry Southampton przeprowadziło dwie grozne akcje, które mogły zakończyc się golami, jednak nie spodziewali się najgorszego. W pamiętnej 77 minucie spotkania, Eastleigh przeprowadziło składną akcję uwieczoną golem. Olszowiak podał na 8 metr do Piotra Ściebury, który wszedł 10 minut wcześniej i ten ostatni wymierzył karę dla gości za zlekceważenie gospodarzy. Southampton zdruzgocone straconą bramką, otworzyło się przed Eastleigh. Po jednym z przejęć w środku pola przez wprowadzonego Alexa Eastona, kolejnego zawodnika młodego pokolenia, odkryte Southampton nic nie mogło poradzić na jego "pass'a" w kierunku najskuteczniejszego gracza niebiesko - białych , Piotra Giela, który ustalił wynik meczu na 2:1 dla druzyny prowadzonej przeze mnie.

 

Garść statystyk i ocen zawodników:

 

 

Tym meczem zamkneliśmy okres przygotowawczy, który możemy uznać za średnio udany, nie wymarze tego nawet zwyciestwo nad Southampton, chociaż po samym spotkaniu byłem w śiódmym niebie. Czego nie mozna odmówić piłkarzom? Tego, że byli wzorowo przygotowani pod względem kondycyjnym. Zasługa w tym moich trenerów, którzy wykonali kawał dobrej roboty. Well Done!

 

Na koniec jeszcze ciekawostka. Tak prezentuje sie mój sztab szkoleniowy. Nazwiska są nie ważne, licza sie efekty jakich dokonali.

Do ligi dwa tygodnie, zawodnicy na urlopach rżną swoje bezpruderyjne zony, a ja mogę pobyć troszkę w Polsce, gdzie spróbuje wyszukać środkowego pomocnika, który spędza mi sen z powiek. Zobaczymy, moze kogoś przywiozę ze sobą?:)

 


 

Thank you for your attention.

by Rakowiec89

 

ZDANIEM CZYTELNIKÓW CM REVOLUTION

Możliwość komentowania tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
Nie masz konta? Zarejestruj się.

Drogi Rewolucjonisto, prosimy o przestrzeganie regulaminu i zapoznanie się z FAQ